Oszczędności - książka, która uratowała mi... portfel

Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, jedną z pierwszych przerażających (tak, nie przesłyszeliście się: przerażających) mnie myśli było: "jak ja sobie finansowo z tym poradzę?". Dookoła tylko się słyszy i słyszy, że posiadanie dziecka to ogromne koszty. Tak więc, czy tryskałam radością po zobaczeniu dwóch kresek na teście ciążowym? Nie od razu. Stres związany z tym, jak to finansowo będzie niestety przeważył.
Wiele osób pewnie ma w rodzinie inne dzieci, lub też Wasi znajomi są rodzicami, więc wiele rzeczy otrzymacie od nich. W moim przypadku nie mogłam liczyć na wsparcie tego typu, gdyż najmłodsze dziecko w mojej rodzinie właśnie skończyło... 18 lat, a większość moich przyjaciół jest jak na razie bezdzietna. 

Kiedy już ochłonęłam i pierwszy strach minął, z ciekawości przeszłam się do sklepu z artykułami dziecięcymi. No i zamiast się uspokoić i ucieszyć, wpadłam w dosłownym tego słowa znaczeniu, w panikę! Zobaczyłam: butelki, smoczki, grzechotki, gryzaki, monitory oddechu, podgrzewacze, nawilżacze, sterylizatory, łóżeczka drewniane, turystyczne, materace, kojce, bujaczki, komody, przewijaki, skoczki, kołyski, rożki, poduszki najrozmaitsze, rogale, kocyki, pościel do łóżeczek i do wózków, wanienki, ręczniki kąpielowe, szlafroki, pieluchy duże, małe, kolorowe, białe, chusteczki, szampony, żele, balsamy, maści, oliwki, wózki w najróżniejszych konfiguracjach, foteliki samochodowe z różnymi zabezpieczeniami, w najrozmaitszych wielkościach i kolorach, laktatory ręczne, elektroniczne, dwufazowe, jednofazowe, pojedyncze, podwójne, torby termiczne i takie do wózka, smoczki dynamiczne, antykolkowe, na noc, uspokajające, nianie elektroniczne, monitory ruchu i dźwięku, termometry do ucha, bezdotykowe, do kąpieli, do pokoju, gryzaki plastikowe i drewniane, grzechotki maskotki, plastikowe, kolorowe, itp, itd. 


W głowie zaczęło mi się od tego wszystkiego kręcić i przypomniał mi się fragment tekstu piosenki "Kolorowe jarmarki":


"Kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków,
pierzastych kogucików, baloników na druciku,
motyli drewnianych, koników bujanych,
cukrowej waty i z piernika chaty".


Chyba tylko tych rzeczy jeszcze tam brakowało. A może jednak znalazłby się tam jakiś pierzasty kogucik albo drewniany motyl, tylko nie sprawdziłam tego zbyt dokładnie? ;-) Ale tak na poważnie, ilość sprzedawanych artykułów dla niemowląt jest ogromna i, dodatkowo, wszystko wydaje się być konieczne. 

Co więcej, jeszcze zanim pojawi się dziecko jestem ja, kobieta w ciąży. I sobą też muszę się jakoś zająć zanim jeszcze dziecko przyjdzie na świat. Moje ciało się będzie zmieniało i powinnam być jakoś do tego przygotowana (ubrania, kosmetyki, itp, itd).

Czy osiwiałam z nerwów próbując zakupić to co konieczne? Nie! Ale mało brakowało. ;-) Na szczęście z pomocą przyszła mi książka, która mnie uspokoiła i dzięki której oszczędziłam bardzo dużo pieniędzy i kupiłam tylko to co najważniejsze, tylko to co niezbędne (no może prawie ;-) ), a nie wszystko jak leci po poklei, bo gdybym tak zrobiła, to przecież bym miała saldo debetowe na koncie. :P

"Dziecko bez kosztów. Przewodnik po niekupowaniu." Giorgia Cozza; wyd. Mamania


Dziecko bez kosztów. Przewodnik po niekupowaniu. Giorgia Cozza

Książka jest bardzo niepozorna. Szara okładka, szare strony. Taka szara myszka. Ale pozory mylą. Ta książka tak naprawdę stała się moim największym skarbem! Serdecznie Wam ją polecam.

Czego się z niej dowiedziałam? Bardzo bardzo dużo. Nie sposób wszystkiego opisać w jednym poście. Napiszę więc Wam jedynie o największych odkryciach, jakich dokonałam po jej lekturze. Oto one:


Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego wpisu, a np będąc w ciąży, trochę się uspokoiłyście, że może przyjście na świat nowego członka rodziny nie będzie aż tak kosztowne, jak się to Wam dotychczas wydawało. 

Jeśli macie jakieś uwagi lub dodatkowe zapytania, zapraszam do komentowania postu, lub do wysłania prywatnej wiadomości mailowej. :-)

Komentarze

Popularne posty